INN: Poland [16.11.2015] Marta Wujek

 

 

Produkuje "najgorsze" płyty muzyczne, a zamawiają je u niego artyści z całego świata. Sebastian Buczek to mistrz


 

Sebastian Buczek jest grafikiem, artystą, producentem muzyki low-fi, który tworzy nietypowe płyty gramofonowe. Do zapisu muzyki używa archaicznych metod, a materiały na których pracuje są nieoczywiste: polimer, plastik, szkło, wosk, czy czekolada. Jego płyty są nietrwałe, a muzyka pełna szumów
i niedoskonałości. Jest to celowy zabieg twórcy, który świadomie postanowił iść pod prąd obowiązującym trendom. Postanowiliśmy porozmawiać z człowiekiem, który swoim działaniem chce pokazywać alternatywny styl życia, wolniejszy i niekomercyjny.


Czy w naszym kraju da się żyć ze sztuki? 

Nie zawsze. Istnieją różne scenariusze. Wśród moich znajomych są artyści, którzy potrafią się sprzedać i w 100 proc. żyją ze sztuki i są tacy, którzy łączą sztukę z innymi zajęciami. Jest tyle ścieżek kariery i sposobów życia ilu artystów.

Ale możliwości są?

Owszem są takie możliwości, ale jest to trudne.

 

A ty?


Ja zawsze miałem skłonność do zajmowania się wieloma rzeczami. Określiłbym się zdecydowanie po środku, w części poszukujących.

Jak jest z zyskami z takiej artystycznej działalności?

Trudno to określić, bo zyskiem dla mnie jest promocja i budowanie osobowości artystycznej, a nie czysto rozumiane pieniądze. Jest to niemożliwe do wyceny. Jak wycenić czy coś jest dla kogoś inspirujące, czy ktoś jest szczęśliwszy w życiu? 

A ile kosztują twoje płyty?

To zależy od tego jaki artysta jest na płycie. Przykładowo, ostatnie płyty Pawła Kruka, w nakładzie 50 egzemplarzy, mają cenę 100 euro. Sprzedawane są za granicą w księgarniach artystycznych, w galeriach, przy okazji występów. Taka kwota jest kompromisem między cenami dzieł sztuki, a płytami na rynku muzycznym na świecie.

 

Największy nakład jaki u Ciebie zamówiono?

100 sztuk, 60 sztuk, ostatnio 50 sztuk.

Jak docierasz do osób z za granicy, które interesują się twoimi płytami? 

Spotykam się z artystami, którzy informację o tym co robię niosą w świat. Nie szukam, tacy ludzie sami się znajdują.

Niedoskonałe płyty, źle brzmiące, co w tym interesującego?

Dzięki metodzie wykonywania moich płyt, każda z nich jest unikatowa. Słuchacz nie otrzyma idealnego dźwięku, igła będzie przeskakiwać i zacinać się, a po jakimś czasie płyta zużyje się. Pobudza się taka ciekawość, prawda?

Zastanowienie...

I to jest właśnie nieokreślone. Jest to inspiracja i przełamanie rutyny. Właśnie chyba o to chodzi w działaniach związanych ze sztuką. Dać coś nowego, poczuć inspirację, coś świeżego, coś co daje jakąś energię.

 

Czy początkujący artyści mają się czego obawiać? To nie jest zawód na dzisiejsze czasy?

Nie chciałbym ani doradzać, ani odradzać. Ale zwróciłbym uwagę na to, co się lubi robić. Każdy powinien skupić się na tym, w czym się najlepiej czuje. Bo w tym kierunku ma się naturalne predyspozycje. Im bardziej się naginamy, tym mocniej oddalamy się od siebie i zaprzepaszczamy swoje umiejętności. Jeśli mam doradzać, to wierność sobie. 

Nawet jeśli ta wierność oznacza brak pieniędzy?

Może nie aż tak radykalnie, ale trzeba szukać wyważonej drogi. Jeśli widać, że coś nie wychodzi to nie brnąć w to. Marzenie o pieniądzach, czy o szybkiej karierze, często jest tylko ułudą. Młody człowiek potrafi dużo z siebie dać. Oddaje to komuś, za co w zamian otrzymuje kilka groszy, a w pewnym momencie okazuje się że nie ma już zdrowia. Trzeba dbać o siebie, nie dać się nabrać. Zdrowie, równowaga, stosunki międzyludzkie, rytm życia – to jest ważne.

 

Sebastian Buczek z wykształcenia jest grafikiem. Nigdy nie próbował szerzej rozwijać swojej kariery w tym kierunku, mimo że jest to obecnie bardzo dobry i pożądany zawód. Nie wyklucza, że może kiedyś spróbuje, jednak doświadczenia jego kolegów, którzy pracują w korporacjach, zniechęcają go. Uważa, że czasami pewne ścieżki kariery okazują się pułapką.

Żałujesz czegoś?

Chyba zawsze można czegoś żałować, bo jak się idzie jedną ścieżką to się wydaje, że tam gdzieś obok byłoby inaczej, ciekawiej, lepiej, bezpieczniej. Gdybym pracował w korporacji miałbym inne problemy i zajmowałbym się innymi rzeczami.

 

Sebastian Buczek zaskakuje formą. Wśród materiałów z których tworzy płyty znalazła się czekolada. Płyta ta została stworzona na festiwal, na występ w Niemczech. Została odtworzona, a następnie, podzielona i rozdana do zjedzenia publiczności. 

Jesteś więc twórcą muzyki, czy bardziej artystą – plastykiem? 

Właściwie, sam zastanawiam się nad tym, gdzie mógłbym się bardziej przypasować. Jednak jest to myślenie kategoriami, którego bardzo nie lubię. A staram się podążać, za czystą inspiracją, która nie wiadomo gdzie się zamanifestuje. Czasami są to prace bardziej plastyczne, a czasami bardziej muzyczne.

Wszyscy gonią za nowościami, ty w przeciwnym kierunku, idziesz pod prąd. Jest to pewnego rodzaj bunt?

Przede wszystkim nie zgodziłbym się z tym, że wszyscy chcą iść nowoczesną drogą, ale powiedzmy, że większość tak. Natomiast wydaje mi się, że w działaniu artystycznym unikanie podążania najbardziej utartym schematem, często potrafi nas zaprowadzić do rozwiązań nietypowych, rzadszych i ciekawszych.

 

To znaczy, że twoja twórczość jest przeznaczona dla koneserów sztuki? Nie chcesz trafiać do szerszego grona?

No oczywiście że chciałbym zainteresować jak najszersze grono, ale nie jest to główny cel mojego działania. Skupiam się na wewnętrznych celach, nie myślę marketingowo. Tworzę żeby rozwiązać problemy które mnie trapią, czy też odpowiedzieć na pytania, na które nie znam odpowiedzi. Próbuję różnymi działaniami zbliżyć się do odpowiedzi na nie.

Jak dobierasz muzykę, którą umieszczasz na swoich płytach?

Jest to muzyka bardzo różna. Często są to odkrycia, czy też sytuacje, które nie znalazłyby się na płytach komercyjnych, albo nawet nie zostałyby zaliczone do działań muzycznych. Wiele z nich jest granych spontanicznie.

Jak wpadłeś na taki pomysł?

Studiowałem stare książki techniczne, o akustyce. Próbowałem zaimplementować wiedzę techniczną do działań artystycznych w duchu myśli renesansowej. Pierwszymi inspiracjami były opisy technologii, wynalazku zapisu dźwięku. Kiedy zacząłem działać i poruszać te rzeczy, zaczęły one uzyskiwać nowy kontekst. Wytworzyło się napięcie, w miejscu gdzie przeszłość styka się z teraźniejszością i powstała nowa jakość. Tutaj bym upatrywał powodów zawartych w tym pytaniu.

 

Skąd u ciebie taki szacunek dla przeszłości?

Wynika to z mojej podejrzliwości do współczesnych technologii. Jako młodszy człowiek byłem zafascynowany techniką współczesną, ale też tą renesansową. Czyli taką, która skupiała się na człowieku, w której człowiek był centrum myśli oświeceniowej. Natomiast w pewnym momencie dostrzegłem, że technologia przestała służyć jakości, a zaczęła być wykalkulowana na jakieś inne cele – przede wszystkim na zysk. Dziś bardziej opłaca się zaprojektowanie czegoś gorszego, co się zepsuje szybciej. Kiedy to sobie uświadomiłem przeżyłem szok. Uważam, że technika musi być połączona z jakąś głębszą troską. Dlatego znalazłem się w trudnej sytuacji, bo coś, w co wierzyłem, zacząłem kwestionować. Nie stałem się inżynierem, który pracuje w jakiejś korporacyjnej fabryce nad rozwiązaniami postarzania urządzeń, żeby zepsuły się za pięć lat. Poszedłem drogą rozważania.


 

Czy ta nieufność do współczesnej techniki przenosi się w jakiś sposób na twoje życie prywatne?
Na prywatne? Hmm.... nie wiem.

Domyślam się że nie jesteś osobą, która śledzi nowinki technologiczne i leci kupić np. nowy telefon, który właśnie pojawił się na rynku z super wielkim wyświetlaczem?

(śmiech) Nie, taką osobą właśnie nie jestem. Podziwiam swój stary samochód, który ma 25 lat. Jeżdżę nim stale, mimo że mógłbym zmienić go na nowszy, który byłby bardziej błyszczący. W moim samochodzie widzę wspaniałą japońską myśl techniczną. Wydaje mi się że Japończycy, przez swoje honorowe, samurajskie nastawienie, długo opierali się tej nowej, zachodniej myśli technicznej. Wydaje mi się, że gdyby świat ten etap uszanował byłby też bardziej ekologiczny. Taki stary, niepsujący się samochód jest bardziej ekologiczny niż nowy, który powiedzmy emituje mniej CO2 albo troszkę mniej pali, ale za 10 lat trzeba wyprodukować nowy, taki sam, zamiast jeździć nim 30 lat.

Czy twoje działania to manifest: zwolnijmy, nie pędźmy?

Można w ten sposób próbować to ująć, ale nie wiem czy chciałbym używać słowa manifest, ale myślę, że w ten sposób można odnajdywać klucz do różnych działań, które podejmuję.

Czyli alternatywna propozycja ale nie manifest?

Tak, alternatywna propozycja podejścia do techniki. Zadanie pytania, czy są granice, czy w pewnym momencie nie przestajemy czegoś widzieć.

 

Najbliższe plany artysty to wydanie płyty dwóch jazz-owych muzyków, w małym nakładzie. Myśli również o podjęciu projektu budowy maszyny do wycinania płyt. Tego typu maszyny są bardzo deficytowe w naszym kraju i byłby to milowy krok w polskiej technologii winylowej.

Winyle wrócą?
Trzymam kciuki za polski przemysł płyt winylowych Myślę, że są duże szanse.

 

Czy mógłbyś powiedzieć o sobie ekscentryk?
(śmiech) To zabrzmiało jak haiku – czy mógłbym o sobie powiedzieć jakiś wiersz, który nazywa się ekscentryk. A co to znaczy ekscentryk?

Osoba która wyłamuje się ze schematów, dziwna, niezrozumiała...
Jeśli nie będzie to na zasadzie przyklejenia łatki, to mogę powiedzieć, że gdzieś tam we mnie są elementy ekscentryka.

 

 

 

 

MENU

  1. pl
  2. en

KONTAKT

O NAS

PŁYTY

PRESS ABOUT PRESS

ARTYŚCI

KONTAKT

2017:

Kurier Lubelski [2012-10-23]

Jak zrobić kubek z płyty gramofonowej? niezwykła wytwórnia płyt gramofonowych w Lublinie

 

Do tej pory Buczek wyprodukował 40 krążków, z których każdy jest numerowany, a galwanizacji (niezbędnej do stworzenia matrycy) dokonuje w wannie w garażu. Jednak nie o hi-fi dźwięk ani o idealne kształty tu chodzi. Fascynujące są same właściwości płyt. - Początkowo miałem założyć wytwórnię płyt winylowych. Okazało się jednak, że potrzebny do procesu nikiel jest potwornie drogi - wyjaśnia szef Altanovy. 

- Wtedy natrafiłem w internecie na polikaprolakton. Po zapoznaniu się z jego możliwościami, zamówiłem 50 kilogramów granulatu z Chin, który dostarczono mi drogą lotniczą. 

Z polikaprolaktonu produkowane są m.in. jednorazowe talerze czy kubki oraz, w przypadku substancji odpowiednio oczyszczonej, nici chirurgiczne, które mogą się rozpuszczać w organizmie pacjenta, bez szkody dla niego. 

W przypadku płyt gramofonowych tworzywo znakomicie sprawdza się w wielokrotnym, kreatywnym recyclingu. Zamiast wyrzucać krążek, możemy wrzucić go do wody o temperaturze 70 stopni i dodać barwnik. Po wyjęciu dostaniemy tworzywo miękkie jak wosk, twardniejące po wystygnięciu. Buczek do tej pory zrobił
z niego m.in. guzik do pilota od bramy i wieszak, choć limit pomysłów nie istnieje. 

Zakupionego granulatu powinno wystarczyć na kolejne solowe wydawnictwa, ale i na wytłaczanie nagrań innych zespołów. W planach jest zespół Boring Drug z Krakowa. 

Premiera albumu "Pogorzelec" odbędzie się 30 października w klubie Prepar, przy ul. Orlej 4, gdzie Buczek zademonstruje też, jak przetwarzać płyty z polikaprolaktonu. Można będzie je na miejscu kupić, przy czym inwestycja zawsze będzie trafiona. Jeśli muzyka nie ucieszy Twoich uszu, to nowa miska może ucieszyć Twojego kota.

wafp! [28.10.2012]

Płyty dla prawdziwych freaków. Polimerowe „winyle” z Lublina

 

Dlaczego w cyfrowym XXI wieku popularność zyskują płyty winylowe i kasety magnetofonowe? Nie zagłębiając się w obszerny temat, można
w skrócie powiedzieć: „bo mają duszę”. Wydawane w mikroskopijnych nakładach, z wielką dbałością o stronę edytorską, często ręcznie numerowane mają w sobie to „coś”, czego brak w tysiącach plastikowych pudełek opuszczających hale produkcyjne gigantów fonograficznych.

Mieszkający w Lublinie Sebastian Buczek, założyciel wytwórni AltanovaPress, udowadnia, iż
w temacie „nośnikowej duszy” nie powiedziano jeszcze wszystkiego. Celem Altanovy jest wydawanie kiepsko brzmiących, lołfajowych nagrań z gatunku muzyki eksperymentalnej
i niezależnej. I nie byłoby w tym nic ciekawego, w końcu labeli wydających winyle z niszową muzyką jest coraz więcej, gdyby nie fakt, że Sebastian Buczek wydaje muzykę w sposób tak prymitywny, jak tylko się da.

Technologia = zero 

A więc żadnej technologii. Procesory i nowoczesne urządzenia do obróbki dźwięku nie wchodzą w grę. Ba, komputer to zło wcielone. Gdyż, wiecie - dźwięk nagrywano na nośnikach już na początku XX wieku. Dlaczego więc nie powtórzyć tego procesu i dzisiaj? Wujek Google doradzi, ciocia ebay pomoże. - Jest to w 100% autorska linia technologiczna, to znaczy sam skompletowałem potrzebne maszyny
i urządzenia. Inspiracją była dla mnie technologia z przed 100 lat, kiedy produkowano płyty szelakowe (kruche, 78 rpm), a dźwięk zapisywano
w wosku pszczelim 
– opowiada nam Sebastian Buczek.

Nic prostszego. Trzeba na wosk nałożyć warstwy srebra i miedzi, aby otrzymać powierzchnię przewodzącą prąd. Następnie za pomocą zaostrzonego gwoździa wyciąć koncentryczne rowki i utrwalić analogowo dźwięki. Dodatkowo galwanizując miedź otrzymujemy formę, którą, niczym miedzioryty Dürera, odbija się
w tworzywie sztucznym na wzór lakowej pieczątki. A cały proces najlepiej przeprowadzić
w wannie w garażu. Peace of cake, prawda?


Tak wytworzona płyta ma niepowtarzalne właściwości. Może się zaciąć, igła gramofonu będzie przeskakiwać, a posiadacze sprzętu z funkcją „auto stop” najprawdopodobniej nie usłyszą ostatnich sekund nagrania. Niedogodności? Tak, ale dzięki temu każdy egzemplarz będzie miał unikalne i nieprzewidywalne cechy. Czyż to nie definicja duszy?

Skąd takie niezwykłe własności płyt z Altanovy? Zdecydowała zwykła ekonomia. Zakup niezbędnego do produkcji winyli niklu przerósł możliwości finansowe lubelskiego muzyka, więc zdecydował się kupić
u Chińczyków 50 kg polimeru o nazwie polikaprolakton (PCL).

To dość niepopularny i stosunkowo kosztowny materiał. Można go znaleźć w niciach chirurgicznych, czasami w plastikowych w kubkach. Choć małe ilości bardzo dobrze mieszają się z większością popularnych tworzyw sztucznych (także tych wchodzących w skład płyt winylowych). Zwiększa ich podatność na biodegradację, pozwala bakteriom taki plastik nadgryźć.

Polikaprolakton jest paskudnie biały i świetnie się kształtuje. Choć finalny kształt płyty jest daleki od standardowych. „Winyl” z Altanovy to nie kolisty krążek, a bardziej placek o nieregularnych krawędziach (wynikających z ręcznej obróbki). - Zostawiam nadmiary żeby ktoś mógł obciąć taką krawędź i własnoręcznie poeksperymentował z formą – mówi Buczek.

Zrób sobie z płyty coś innego 

Ów polimer ma jeszcze jedną właściwość. Po wrzuceniu do wody o temperaturze 70 stopni nabiera plastycznych cech, niczym wosk. Jak zapewnia szef wytwórni - to ogromna zaleta. Gdy płyta się osłucha, bądź nie spodoba, zawsze można zrobić z niej coś bardziej użytecznego. Podobno nieźle się sprawdzają jako guziki do pilota od bramy czy wieszak. Według szefa przedsięwzięcia, wykorzystanie tego materiału do produkcji płyt jest ewenementem na skalę światową. - Okazuje się że nawet w takiej maluczkiej dziedzinie jaką jest muzyka eksperymentalna można z taką skalą się zmierzyć.


Na pytanie o czas wytworzenia jednej sztuki, pan Buczek odpowiada: - Raczej dużo. Samo tłoczenie jednego egzemplarza płyty (bardzo przyjemne), zajmuje kilka minut. Trzeba poczekać aż płyta ostygnie w prasie, choć może w zimie będzie trwało to krócej. Dość czasochłonne jest nagrywanie „matki”, co na ręcznej wycinarce, którą zresztą sam zbudowałem, nie zawsze zadowalająco wychodzi. Trzeba też przygotować woskowe blanki (wiele z nich z powodu nierówności nie nadaje się do nagrywania). Jest tam jeszcze odtłuszczanie, proces nadawania przewodnictwa - srebrzenie, a na deser „elektroplating”, czyli galwanoplastyka, która jest dość kapryśna.

Jak każdy nowatorski pomysł, rozbudza wyobraźnię, ale przy okazji rodzą się pytania o trwałość takiego nośnika. - Jeśli chodzi o właściwości fizyczne PCLu i winylu, to są one zbliżone, przynajmniej w użytkowym zakresie temperatur. PCL wydaje się być miększy, bardziej podatny na rysowanie, ale też jest bardziej elastyczny. Nie wiem jeszcze, jaka będzie jego odporność na ścieralność, wielokrotne odtwarzanie. Jeśli płyty będą przechowywane w warunkach domowych, prawdopodobnie nic im nie grozi; natomiast zakopane
w ziemi albo narażone na kontakt
z wilgocią, będą ulegały rozkładowi przez mikroorganizmy
.

Sześć minut muzyki w mono – awesome! 

W katalogu Altanovy na chwilę obecną jest tylko jedna pozycja - klarnetowa twórczość pana Sebastiana pod tytułem Pogorzelec. Czy faktycznie ciepłe brzmienie i szumy technologiczne nadają prezentowanej muzyce duszy? O tym można się częściowo przekonać słuchając udostępnionego (w bezdusznej cyfrowej wersji) dwuminutowego fragmentu

 

A co z planami na przyszłość? - Póki co sytuacja wygląda tak: nieskromne plany, ale ograniczone możliwości!

W najbliższym czasie, 30 października ma nastąpić premierowy koncert Pogorzelca. Podejmowane są starania o pozyskanie w szeregi wytwórni nagrań grupy Boring Drug z Krakowa. Zasugerowałem próbę promocji wytwórni w Japonii, kraju o największym odsetku muzycznych freaków. Sebastian na to ze swadą: - Będę czynił starania, fajnie by było. Ciekawe, co Japończycy zrobiliby z płyty jak już znudziłaby im się muzyka!

 

 

WYŻ NISZ 

pierwszorzędna muzyka drugoplanowa [19.11.2012]

SEBASTIAN BUCZEK: Przeszłość w przyszłości

 

Płyty wytłoczonej w tworzywie biodegradowalnym jeszcze tutaj nie było. A już na pewno nie tłoczonej
w polikaprolaktonie. To ręczna robota – biały, nierówno przycięty 8-calowy placek nagrany po jednej stronie,
z jednym tylko utworem Sebastiana Buczka – artysty pamiętanego za inny dość ekstrawagancki pomysł z CD-R-a “Wabienie dziewic”, który ukazał się 11 lat temu nakładem Mik.Musik. Tutaj mamy interesujące tworzywo, które można dowolnie formować po nagrzaniu do 70 stopni Celsjusza (“Do czego gorąco zachęcam, także wtedy, gdy nagranie już nam się znudzi” – pisze autor)  i które przenosi nas w czasie w prehistorię epoki nagrań dźwiękowych, ze swoim ograniczonym pasmem, ciepłym charakterem, no i ulotnością, bo degradacja materiału (zamierzony element projektu) następuje w łatwy do prześledzenia sposób. Ciekawe jest to, że to archaiczne brzmienie przynosi polimer będący jakimś całkiem nowym wynalazkiem.

W warstwie muzycznej mamy tu klarnetową melodię, w warstwie opowieści – historię wsi Pogorzelec według legendy spalonej przez Napoleona po tym, jak nie chciała mu się oddać jedna z tutejszych dziewcząt. Choć to oczywiście także opowieść o słuchaniu, nawet przede wszystkim autotematyczne westchnienie na temat technologii nagraniowych. Wydawnictwo było już opisywane na blogu Pawła Franczaka. Opublikowane zostało przez nową oficynę Altanova Press. Do kupienia przez Serpent. Limitowany nakład – 67 kopii, otrzymany przeze mnie egzemplarz ma numer 34.

 

ESTERNDAZE  about S000ND WYTH W000ND (PHYSYC00L SRS V0L1)

[7.11.2014]

 

"I work with artists for freedom of work and creation, it is important. I value the spirit of collective creation, searching for joy of free energy. This is my guideline during performances, cooperative works, or technical development," says AltanovaPress label boss Sebastian Buczek. The message is not only the recording itself, but the medium as well. Not content with the usual black plastic, he has released his records on beeswax or chocolate.

The latest installment comes courtesy of the mysterious Polish shamanistic techno project RSS Boys. Faithful to their affinity for cryptic track and record titles, S000ND WYTH W000ND comes on one-sided 8’’ transparent lo-fi disc, made on a Polish machine for recording playable/listenable greeting-cards from the 60’s. Its cover printed on vintage paper in Lublin, this disc works with different speeds, it comes with two wholes - centre and off-centre. “The idea of the two wholes, material and other things, was proposed by Sebastian. We fitted two special versions to this sound as well at various speeds….There is a lot of strange bass,” say RSS Boys.

Like modern alchemists, the AltanovaPress embodies the spirit of the DIY, organically so

 

 

Magazyn Pop Up Music

 RSS B0YS / Boring Drug
S000ND WYTH W000ND / 2-CE    

2014 / 2015

 

Pomimo tego, że oba, opisane za chwilę wydawnictwa, na swoich okładkach mają wymienionych autorów, nie można nie wspomnieć o jeszcze jednej postaci, która na równi wpłynęła na to jak finalnie te nagrania brzmią. Płyty wychodzą w katalogu Altanova Press, założonym przez Sebastiana Buczka, który zasłynął przede wszystkim tym, że sam swoje płyty tworzy (nie tłoczy, tylko tworzy właśnie) i na dodatek robi to na różnej jakości materiałach: pszczelim wosku, szelaku, plexi, a nawet – uwaga – na czekoladzie czy metalu. Płyta Boring Drug została nagrana na pszczelim wosku, a następnie powielana na ręcznej prasie z miedzianej matrycy w barwionym i naturalnym PCL.Jedna z dwóch płyt RSS B0YS to natomiast ośmiocalówka (sic!) wykonana z politereftalanu etylenu, wycięta na zmodyfikowanej maszynie do wycinania pocztówej dźwiękowych. Samo pisanie o tym wszystkim już wprowadza analizę tych dwóch materiałów na wyższy poziom, a fakt że dysk RSS B0YS ma dwie dziurki – jedną w tradycyjnym miejscu, a drugą dwa milimetry obok, co sprawia że igła w rowku, a za nią ramię gramofonu kręci się jak szalone, niczym pijana baletnica – nadaje wydawnictwu więcej znaczeń nie tylko w kategoriach treści ale też formy.

W przypadku RSS B0YS mamy do czynienia z niedługą kompozycją, która charakteryzuje się wolnym miarowym rytmem, z czasem wysuwającymi się smugami w tle, w wolniejszej lub szybszej wersji. Bo de facto z jednego utworu można „zrobić” tutaj aż cztery, w zależności od tego którą dziurkę uznamy za oś kompozycji, ale też od tego w jakim tempie odtworzymy winyl. Można też zmieniać prędkość podczas słuchania i wtedy dopiero zaczyna się zabawa. Boring Drug to z kolei utwór „2-CE”, który o kolejny zawał może przyprawić przy zdejmowaniu
z gramofonu, gdy cały się wygina. Jakość jest tu o wiele bardziej lo-fi, ale jest to też kompozycja bardziej efemeryczna, rozwlekły, z rozpędzoną ale znajdującą się w drugim planie częścią rytmiczną, skutecznie zagłuszaną przez pierwszoplanowe syntezatory. Nie ma tu tak bardzo wyraźnej struktury jako utwory, które grupa zamieszcza na profilu na soundcloud zespołu czy utwór na kompilacji The Artists. Dodatkiem jest tekst Andrzeja Szpindlera załączone w kopercie.

W tych dwóch wydawnictwach tylko częściowo chodzi o muzykę, ważne jest też  tworzenie pewnych artefaktów, ręcznie przygotowanych egzemplarzy, każdego osobno (więc każdy może minimalnie inaczej brzmieć), przez co same w sobie są dziełem artystycznym, instalacją, tworzywem – pozbawione nośnika, w wersji cyfrowej stają się nieco bezbarwne (no i to tańczące ramię!). Z jednej strony dostajemy tu zalążek twórczości dwóch zespołów, a z drugiej – i to jest chyba bardziej ciekawe – niesamowity kunszt twórczy Sebastiana Buczka, który z precyzją przykłada się do stworzenia nośnika, jego brzmienia, możliwości, gdzie każdy detal ma kolosalne znaczenie. 

[Jakub Knera]

 

KREATYWNI - nagranie zrealizowano w Pogorzelcu 2014

2012:

eContact! [20.2.2012]

 

Plastik Fantastik

INTERVIEW WITH SEBASTIAN BUCZEK

 

by Ignac Schizk

 

 

The interview took place in a café in the old town of Warzawa on Monday, 20 February 2012. Read the interview transcription below (slightly edited for your improved reading pleasure) or listen to the full unedited audio transcript by clicking here.

 

Sebastian Buczek is a Polish artist born in the mid-1970s and educated in Academy of Fine Arts and Polish National Film School. He is challenging all platforms and media: he is a painter, visual artist, bookmaker, microphotographer, film maker, performer and musican/constructor, creating bizarre instruments, focussing their attention on analog recording techniques. His self-made records — of such materials as, for example, glass, plexiglass or wood covered with wax or even chocolate — reveal their constructor’s joy of using the achievements of civilization in a most surprising and unusual way. As the material used is very basic, the output is stunningly raw. A galaxy of separate, elusive sounds opens up to the listeners, where the “real” music is lost and new music found. Sebastian never stops questioning “reality”, he avoids definitions. He is a man of few words. During performances he is accompanied by a mechanical dummy named Jan that sets the mechanical rhythm, and together they create an aura of an extraordinary, almost laboratory-like experiment.

[Sound check and testing the levels: Sebastian imitates the sound of owls. Ambient noises from the café]

[Ignaz Schick] So I’ll start with questions.

[Sebastian Buczek] Hmmm. Like yesterday, in the film we saw, questions and answers. [general laughter]

[IS] I remember I heard this record by you from Mik Music. It must have been early 2003 or 2004. I don’t remember from when this was.

[SB] 2000.

[IS] And in this period you were using the Gramophone, no? And beeswax.

[SB] Yes.

[IS] How did you come up with the idea?

[SB] I can’t remember exactly. But I remember that Wojtek was the assistant of my teacher and the exercise was “before and after”. Students would make pictures, for example, a sofa. Before, the sofa is quite ok and after, the sofa is little bit… somebody is sitting at this place [draws a sofa and a person in the air]. Very beautiful. I couldn’t have such a beautiful, simple idea. And I don’t remember why I was excited about music at that time.

[IS] So for the exercise you made the…

[SB] And I thought, why not for “before” I do “record” and for “after” I do “play.” And I said, ok, let’s try it. So before was before I did it, and after, I did it. [laughs]

[IS] Very nice. So this is how the idea came about? And then you found an old Gramophone and made beeswax plates?

[SB] I found some old book about acoustics, a Polish acoustic book. And it was saying about old manufacturing of vinyl records. And I did the same thing.

[IS] So, kind of reversing the process. Was it a Gramophone, where you had to wind it up with a Kurbel [crank]?

[SB] Mhm, because it was powerful enough to record. I didn’t have Technics or Vestax. [general laughter]

[IS] And after you recorded, you played back on the same Gramophone again?

[SB] Mhm.

[IS] The recording was made with the microphone [pointed directly into] the tube of the Gramophone?

[SB] There were a few experiments in this release. Some of them were pure acoustic recording. Like screaming directly into the tube of the Gramophone. You scream, and you put the needle on the blank, plexiglass for example, and it records. [screams quietly with a high voice]

[IS] And then other experiments…?

[SB] Another was with a cutter I invented.

[IS] The one you are still using, with the loudspeaker?

[SB] No, that one I think I left in your studio.

[IS] That one you were already using on the old recording? Yeah, it is still in my studio, the one with wood, loudspeaker [and a sharpened nail].

[SB] You have it?

[IS] Yeah, I [stored it after you left]. You made a Kurbel [crank] for the Vorschub [wind-up mechanism]. You remember, we blew the loudspeaker, in our session in my studio, you remember?

[SB] We blew it? Aaah, yes, ok.

[IS] We have to replace it when you come to Berlin the next time.

[SB] It was always happening. Now I made one with a computer loudspeaker with the original amplifier.

[IS] So it’s more stable? Maybe this happens because you use one small loudspeaker but then you use a strong hi-fi amp, sometimes too strong, maybe, when you make it too loud. But I remember, when we made the session in Berlin, it broke because of that [unexpected] feedback we created. You remember the needle going “kakakakakakak” and [it cut a strong zigzag groove into the aluminium].

[SB] Aaah, ok.

[IS] I still have that recording, I can it show to you. I think it was too much for the speaker. So this cutting machine you left in Berlin in my studio was already used for the original CD on Mik Music?

[SB] Mhm.

[IS] But in this period you were still using beeswax?

[SB] Beeswax and glass. And it was very breakable. Lot of plates “kch kch kch,” kill kill kill.

[IS] With the glass, is it really possible to engrave into the surface with the nail?

[SB] With wax.

[IS] Ahhhhhhh, ok, you put the wax on top, like a cover. So it’s a bit like the idea of the aluminium lacquers.

[SB] Aluminium is perfect, it is small, not heavy and does not break.

[IS] Ah ok, because I remember now that you explained it, in Stralsund you had two broken-in-half glass records. But then I didn’t understand how you could engrave it. So you make a layer of wax, wow, very nice.

[SB] And of shellac, for example, or lacquer. A lot of material.

[IS] So you also used shellac, and it works?

[SB] Yes, it has another sound. Different, more dry, “swwichhhhuuuuwswwicchuuuw” [hissing/whistling sound] while wax is more “shhhh” [darker, throaty sound].

[IS] Interesting, so [using a different] material really sounds different.

[SB] The Plastik Fantastik also has his own sound.

[IS] So every material has a different [and unique] sound.

[SB] Mhm, a different kind of “sh-v sh-v sh-v sh-v.”

[IS] So this could be interesting, to keep on researching the different materials and their sound. Because this struck me so much when I heard the recording the first time, all this universe of surface sound “chhwchwchwchwchw,” like an ocean. So after that period [of the release] you also started to do performances with this live recording idea. Do you remember when you did the first performance?

[SB] Inowłódz, a small town in the centre of Poland, close to Łowicz.

[IS] There was a small festival?

[SB] Mhm, 2001.

[IS] Maybe I saw photos of that, I think there is something on the internet. It was a Mik Musik event?

[SB] No, not only. It lasted two days, or even three days.

[IS] Then Wojtek liked the recital so much he said we have to release it? So you started to perform [more frequently].When did we meet in Stralsund? It was around 2005, I think. So then this was the first time you made a chocolate record?

[SB] Mhm.

[IS] You brought the [camping] fridge along, and then you made them in different sizes. But there was problem, was it a bit too warm in Stralsund at that time [Summer]? Or was it more the uneven surface? Because I remember it was difficult to record, no?

[SB] My fridge was not too strong [not cold enough]. It was hot, hot, hot weather. While driving with the car [from Poland], at some point it melted a bit.

[IS] How did you make them? You made a form and you [poured]?

[SB] Yes, yes, I think it could be something like oiled glass, and on it [you pour the melted] chocolate. Later [when it is] cold, you take it away and you have a blank.

[IS] Ahhhhhhh, ok, you put it on the glass, with the oil to separate! Oh, nice, yeah! You know, I have to show you this, I have to find this for you. I got a present when we did the turntable orchestra. There is a manufacturer [Lindt] who makes chocolate records which you can buy. With the Donauwalzer [Blue Danube Waltz] or something on it.

[SB] Wow!!

[IS] I have one at home, but I dropped it and it broke! So I cannot play it anymore.

[SB] Ah, so somebody did it [already]!

[IS] But not the way you did it, you know! Because for them it is more a promotional object, you know. It’s a commercial object, but you did it manually. They are not recording directly on it; they make kind of a pressing. I don’t know how they do it.

[SB] Maybe just like vinyls…

[IS] It’s a famous Austrian or German chocolate company. For them it is just a promotion article. I will find it and send it to you. I don’t know how to send it, or I will give it to you the next time you come to Berlin.

[SB] And then if we don’t have anything to eat we can eat it! [general laughter]

[IS] So you experimented with beeswax, you experimented with chocolate, with the glass and a layer of wax. Then you started with aluminium. With this, I was really fascinated, because it was very thin and you started to cut directly into the aluminium [without layers of other material]. The sound was quite good, no?

[SB] It is difficult to record, the Spitze [tip] is going to be broken quickly, also the motor needs to be strong. And it has its original sound as well, as with wax, shellac.

[IS] With more high frequencies? More sharp?

[SB] I can’t say what the difference is.

[IS] It’s just a unique sound. Then you built a big [cutting] table, the one I saw in the photo and which you will hopefully also bring to…

[SB] Plastik Fantastik.

[IS] Which is almost the size of this table, no?

[SB] Bigger!

[IS] [For the construction, you use] a windshield wiper motor from an old car.

[SB] German, I guess…

[IS] Hanomag? 1[1. Hannoversche Maschinenbau AG, a north German manufacturer of steam locomotives, tractors and heavy vehicles.]

[SB] No no, maybe Volkswagen.

[IS] Volkswagen? [both laughing] So you built it with the motor underneath, and you can have two or three speeds on the motor? Backwards maybe also?

[SB] Yes, if you play it in reverse!

[IS] So you can listen in reverse also, very nice! And then you built the tone arm yourself. And then the big cutting unit. And again, this system uses a loudspeaker.

[SB] Yes.

[IS] And now, what do you use for a Spitze, not a nail anymore, as I could see in the last version? Because on the old one you left at my studio, you used a normal nail glued to the membrane of the speaker. But now, I saw that your new Spitze is much more thin.

[SB] Yes, much better after years. Now I was rebuilding it with more accuracy, and more beautiful. Then I was so very quick: ah, do thisthisthis. Very fast, fast.

[IS] It was very raw, but now it’s more…

[SB] And now [I think], why not do this the best I can?

[IS] The Spitze, what is it, is it a special material you use?

[SB] I think not, just like Stahl [steel].

[IS] Very hard steel? A nail?

[SB] I’m not even sure if it is very hard.

[IS] Ok, but more thin. Because the other one was really a nail I remember. It’s more sharp?

[SB] More sharp.

[IS] Have you created a situation where you can replace the Spitze?

[SB] Yes. This is very easy to replace. And sometimes, Ignaz you know, I was trying a lot, without success (this time). Because my Spitze was round, like, you know, stożek [cone], round, round, round, round, only circle. And after I was recording, I had many problems: the groove is not good enough to keep [the “needle”] in one groove. [It went] “chchchchch-ch-ch-ch.”

[IS] Ok, like skating, yeah.

[SB] Skating. And then I cut — not from behind, not symmetrically, but like this [draws a diagonal line with his hand in the air].

[IS] Ah, diagonal but not symmetric.

[SB] Yes, and it started to be ok a little bit, only a little bit.

[IS] Ah, interesting, so maybe because it is too symmetric it changes.

[SB] It changed something. It maybe let some wax go away this way; and if not, it was some pressure issue.

[IS] Have you looked at the groove with the microscope?

[SB] I did. But it is difficult to recognize without cutting everything, because it is a light problem. You can see [the surface of the disc with the naked eye] from above, but you don’t see it like [when it is] cut.

[IS] Ok, it is maybe because it is wax, for the material.

[SB] No, no. When you see it from above, you don’t see how it is.

[IS] Ah, because it is vertical.

[SB] You need to cut [through it].

[IS] Yeah, and then you see the [groove].

[SB] But I could see the Spitze with the microscope.

[IS] Tell me how you found PCL?

[SB] I also can’t remember why. But maybe I was looking for something, probably on the UK eBay or somewhere, and I found low thermoplastic which you can melt. Earlier, before I went to Brazil, I was trying to build a vinyl press plant. I bought a big press, and started to melt PVC, vinyl, pure vinyl… it was difficult to do it, and it burned into Säure.

[IS] Oh, it burned into acid! Oh, ha ha ha! [both coughing out loud] Because it is… I don’t know what the components are, but I can imagine, yeah.

[SB] It is very sensitive to overheating. And the machine was not really very good, I needed to replace some parts, and I couldn’t figure out what. Anyway, I didn’t resolve the electro-plating systems. [It requires] very expensive nickel, and is complicated. So I went to Brazil and abandoned this idea. But I still have this technology of plastic in mind.

[IS] But you have a pressing machine?

[SB] Yeah, very big, like four or five tables like this. [shows massive dimensions with his arms, ca. 4 x 4 m] A long press.

[IS] And you could put in these forms, but maybe…

[SB] 60 tons of power.

[IS] Oh my god, it’s electric?

[SB] Yes, and it would go “psssss-chhhhhh-kschhhhhhh, psssssss-tschhhhhhhhh.”

[IS] Where did you find this? Polish market?

[SB] Yes, yes, yes. it is an old machine to make buttons or something like this, small plastic [objects].

[IS] Ahhhh ok, so it is not from a vinyl pressing plant, it’s just a pressing machine.

[SB] Uh-huh.

[IS] And you will modify it.

[SB] With a melting part…

[IS] Ok, [for] making the plastic warm, you can fill it with plastic and then [pour].

[SB] Mhm.

[IS] Ok, but maybe now with PCL…

[SB] With PCL, it would be very easy, I think.

[IS] But this is really [easy], I think you found the right material, now the only step is to find a unique idea in your way to make the mother.

[SB] The matrix. Yes, but maybe I will not find it.

[IS] Maybe you could make it with bronze, like in sculpture, you know, where they make Guss [cast], something like this. [both laughing] You will find a way, I am sure. You will experiment, you will have an idea.

[SB] But PCL is perfect!

[IS] Yes, totally, because it melts easy, and it is very easy to press.

[SB] And even without pressing, only cutting it gives a very nice sound character.

[IS] But now you have a pressing machine, maybe you can press other objects… [short pause]

[SB] Oh yes!! [both laughing] On the plastic market!

[IS] Yeah! I like this idea, when you cut into these unique white blanks of PCL. It is really beautiful, because every one is a unique object.

[SB] Maybe it would be better to sell it in the thousands. One thousand [copies]. [both laughing] Not unique but…

[IS] And everyday: cutting, cutting, cutting… When you mentioned that you bought a pressing machine, I didn’t understand. I thought it was an old vinyl pressing thing. So it is an industrial machine. You stored it in your atelier, close to the Ukrainian border?

[IS] So this was a chance discovery, the PCL?

[SB] Uh-huh.

[IS] Then you immediately understood: “this is fantastic, maybe I can make blanks from this”?

[SB] Mhm.

[IS] I like the way how you manufacture them, really like a Pizzateig [pizza dough]: you make a ball and then you press them. Have you tried other materials besides aluminium, chocolate, glass, beeswax… it’s a lot already, actually.

[SB] Mhm.

[IS] Have you also tried other plastics?

[SB] Mhm, I tried for example to record on pocztówka dźwiękowa [pronounce something like: puchtufka dventkova].

[IS] Say this again…

[SB] Pocztówka dźwiękowa, this old Polish communist pirate music.

[IS] Ah, the ones you showed me.

[SB] Mhm. You can record on it, cut on it.

[IS] On the back side?

[SB] On the same side, because Vestax [turntables] read until the centre.

[IS] Ah, so you can record on the end. Ah, very nice! I actually have a huge collection of those. I once saw in Warsaw, there is a store that had a lot of them (I can’t remember where it is) and I bought a whole box [of 7-inch vinyls] — like half a meter of this stuff. Nobody wanted them and they [sold them at] a very cheap price and so I took the whole box. I love them. I have bootlegs of Slayer, bootlegs of the Beatles… Sometimes it [the cover art] looks like wallpaper, there is some kind of pattern. I love them, they are really great.

So in the old days you used the old Gramophone, right? Then you built your own?

[SB] When I exchanged the old Gramophone with Dagna, I gave her the old Gramophone and she gave me a magnetophone. Record cassette stuff. Marantz, good quality, very nice.

[IS] So the Gramophone is gone.

[SB] She said, “Ok, I’ll give you the Gramophone when you give me the Marantz.” [both laugh] And it stopped with this.

[IS] So you use a normal record player, now? Because I remember you had a record player in Stralsund, a very simple hi-fi. And then you got the Vestax because it has more power.

[SB] And a battery.

[IS] I remember you were very happy in my studio with a strong record player.

[SB] Because I was always buying the cheapest stuff, broken, for 50 Zloty [approx. $5].

[IS] Yeah but it doesn’t matter, you can make nice stuff with cheap things.

[SB] But I was always very stressed with buying things, only looking to buy the cheapest. Like this jacket, I was going to pay one, two, three Zloty, and didn’t look at [ones that cost] 20…

[IS] Second-hand stuff. So, now that you have built this table, it is not exactly 33 or 45, but there is a very strong motor in this one; you can cut really well, no?

[SB] Not very well, I’m afraid. Because it is so huge, it needs so much more power to cut outside.

[IS] But you could start cutting a bit more inside.

[SB] Closer to the inside, the [use of] power is better.

[IS] I also have this problem with the Revox motor, that the slower I spin it, the less power it has; the faster I spin it, the more power it has. So if I spin it slow, sometimes it stops, because I have pressure on my objects. If I spin it very fast, it has more energy and I can play using more power with my hand, it can be stronger. It would probably be the same problem with your big table, if you want to record at a very slow speed, you have less power, but if you record at a faster speed you have more power but then you have less [recording] time.

[SB] Oooooh, these plates have so much time! [both laugh]

[IS] Because it’s so big, right! How much is it, like a meter?

[SB] 76 centimetres [diameter].

[IS] Close to a meter, wow! You have to bring it to Cologne. 2[2. Sebastian was booked to perform during the Elektronicski Klang- und Filmexperimente festival in Cologne, 3, 4 and 5 May 2012.]

[SB] It has five legs.

[IS] I like it’s external tone arm, that is very nice. You know, those old record players in the radio studios, they were sometimes only just the machine and the tone arm was also separate. I don’t know if it is a Technics, but there is this old record player, I saw it at Yann [Leguay]’s place: it is the machine and an extra tone arm

[SB] Separate not vibrating with the motor?

[IS] So basically it is mainly a very strong motor. But I think a windshield wiper motor is strong, no? I think these motors — I don’t have them anymore from my crazy exploding machine — were Hanomag motors, from windshield wipers, very old, very strong.

At the moment you are more interested in plastic, I guess. I would still be curious at some point to compare the same audio material recorded on different blank materials, to really see what the difference is between wax, PCL. […]

For me, I always had a dream to be able to record my own sounds on vinyl, but I never managed to go so far as to build my own machine. And the other machine [that Yann uses] for me is amazing but it is too high-tech, too complicated for me. I don’t understand such complex machines.

[SB] Stereo cutter?

[IS] Yeah. Ah, this is a good question, yours is stereo, or mono?

[SB] Mono. There is only one loudspeaker, and a small one. But it is not really mono, it goes like this [makes a sideways oscillating motion with his finger]. But [when cutting] plastic or wax, it doesn’t make an exact groove, left and right. It occasionally builds a deep, 3D, stereo pattern. 3[3. Cutting wax using a mono source produces a lot of noise. The noise, however, is stereo, despite the single channel (mono) input. Due to the unpredictable and uncontrollable movement of the cutter while cutting wax, the shape of the groove can vary dramatically, thereby producing in effect a stereo recording.] Sometimes, with different frequencies, it goes more like this [makes a more diverse oscillating movement], it depends on how it cuts. And [when cutting], who knows how it will go?

[IS] So it can morph all the time between mono and stereo moments, depending on the frequency.

[SB] Even if you have a mono source, it is a stereo output.

[IS] Because the needle is going in two directions, no?

[SB] For example, if you have [a stronger signal], it will go more stereo; some frequencies can be more mono.

[IS] Is it the bass which is more mono, maybe?

[SB] Maybe. But you perceive it like a 3D sound. For sure scratches, because it can sometimes be only on the left or the right, separated [makes more distinct left or right movements], everything is moving chaotically. And inside this [movement], you have the sound. Mostly in the centre, but sometimes you can have it [elsewhere].

[IS] Ok, I was always wondering, because in a way it is in between, because the speaker membrane receives the stereo signal also, but then you transfer it in a direct…

[SB] No, it only receives one channel, it is only one loudspeaker. Where the stereo is created is on the Spitze [tip] and the surface.

[IS] So you would need two speakers in parallel to make stereo [output]. And then put the needle in between, maybe…

[SB] No, only one, connected by height. 4[4. One loudspeaker would create up and down grooves readable on a turntable by both left and right channels (i.e. stereo).]

[IS] […] I am really looking forward to the project we will do in May with this process of live recording, Plastik Fantastik, with different machines, and this idea that we play with the sound and all these objects.

 

 

 

 

2014:

 

Gazeta Wyborcza Lublin [19.2.2017]

Nagrywa dźwięk na płyty z wosku, czekolady
i szkła. Niezwykły artysta z Lublina [ZDJĘCIA]

 

Kiedyś na eksperymentalny festiwal w Niemczech zrobił płyty
z czekolady. Nagrał na nich improwizacje na klarnecie. Krążki wiózł
z Polski w lodówce turystycznej. Trochę się stopiły, powyginały się, ale udało się je odtworzyć. Na koniec połamał je i dał publiczności do spróbowania.

 

Sebastian Buczek na zajęcia z grafiki na studiach miał przygotować pracę na temat "Przed i po". Mógł to być rysunek, kolaż, rycina. On wymyślił płytę. Wykorzystał wtedy szklane krążki pokryte woskiem. Krzyczał do tuby gramofonu i obserwował, jak igła rzeźbi fale akustyczne. Później pracował na automatycznej nagrywarce. Nagrał dźwięk klarnetu. - Trzeba było rozgrzać szkło, zanurzyć w wosku, nieraz to pękało, ale jakość dźwięku była ciekawa - opowiada Buczek. To była jego pierwsza płyta.

 

Zajęcia, na które studenci musieli przygotować projekt, prowadził Wojciech Kucharczyk, właściciel niezależnej wytwórni muzycznej Mik. Musik. Niedługo potem na woskowej płycie wydał "Wabienie dziewic", czyli zapis wczesnych eksperymentów Buczka. - Miałem niedosyt, chciałem wytłoczyć płytę ze wszystkimi grudkami, żeby nie była taka czysta. Stwierdziłem, że jak mi się to uda, założę własną wytwórnię - opowiada Buczek. AltanovaPress, czyli niezależna wytwórnia płyt analogowych Sebastiana, działa w Lublinie od 2012 roku. Płyty nagrywa na maszynie z lat 60. przypominającej gramofon.

 

- Płyta może być z wosku, plastiku, szkła, czyli ze wszystkiego, co da się zarysować diamentem - tłumaczy. Najpierw Sebastian specjalną lampą nagrzewa krążek, z komputera odtwarza przygotowany dźwięk, ustawia jego poziom, włącza obroty maszyny i opuszcza igłę zakończoną diamentem. - To jest serce urządzenia. Igła drga i wycina rowek w krążku, to jest kształt dźwięku - opowiada Buczek. Potem odtwarza nagranie. Jeśli go nie zadowala, robi kolejną próbę. Tak schodzi mu godzina, dwie, nieraz cały dzień. Do tej pory Buczek nagrał około 500 płyt.

 

Do tłoczenia płyt stosuje nieoczywiste materiały: plastik, szkło, wosk. Wycina je na starej prasie do produkcji suwaków. - Musiałem ją przerobić, ale jest bardzo precyzyjna, dzięki niej można by uruchomić fabrykę płyt - opowiada. Raz na eksperymentalny festiwal w Niemczech Sebastian zrobił płyty z czekolady. Nagrał na nich swoje improwizacje na klarnecie. Wiózł je z Polski w lodówce turystycznej. Trochę się stopiły, powyginały się, ale udało się je odtworzyć. Na koniec połamał je i dał publiczności do spróbowania.

Przy ścianie w jego pokoju stoi też płyta o średnicy 67 cali (standardowe mają po 12 cali). Zrobiona jest
z blachy aluminiowej, jest tu wszystko: klarnet, jazz, eksperymenty. Odtwarza ją na gramofonie w formie stolika. - Jest bardzo zniszczona, dźwięk ma słabą jakość, ale zanikający zapis, szum mogą być niepowtarzalne, zwłaszcza kiedy wszędzie mamy do czynienia
z krystalicznie czystym dźwiękiem - stwierdza. Najbardziej jednak lubi nagrywać na wosku. Żółty krążek intensywnie pachnie, brudzi ręce.

 

Sebastian zawsze miał wosk pod ręką, jego dziadek był pszczelarzem. - To pierwotny materiał, ekologiczny. Tak były tworzone pierwsze płyty. Brat Piłsudskiego nagrał jedno z jego wystąpień właśnie na woskowych cylindrach - wyjaśnia Buczek. Jego zdaniem starożytni Grecy, gdyby tylko chcieli, też nagrywaliby płyty. Nie potrzebowali silnika, mogli to robić akustycznie. Wosk znali, potrzebny był tylko sam wynalazek nagrywarki. - Wbrew pozorom wosk jest trwałym materiałem, jakby był w skrzyni marmurowej czy kamiennej, to przetrwałby do naszych czasów. Fajnie byłoby teraz posłuchać wykładów Platona na gramofonie - stwierdza Buczek.W dzieciństwie na gramofonie Sebastian słuchał jednak bajek, np. "Lata Muminków". - Płyta się nie zachowała, potraktowałem ją długopisem - wspomina. Na winylach miał też lekcje hiszpańskiego albo legendy szwedzkie. Nic z nich nie rozumiał. Wybierał je ze względu na dźwięk. Nie jest typowym fanem muzyki. Na płytach nagrywa nieoczywiste dźwięki: rozmywające się szumy, dużo klarnetu (kiedyś grał na tym instrumencie). Uważa, że muzyka wybacza więcej niż głos. - Czasem słyszę dźwięk i zastanawiam się, czy jest prawdziwy, czy to tylko nałożenie się fal, np. odległy bas, szum wiatru w uchylonych drzwiach, połączony ze skrzypnięciem. Trudno to opisać, słowa są strasznie kanciaste, jeśli o chodzi o dźwięk - twierdzi.

 

Wyjątkowe melodie usłyszał podczas wyprawy do Brazylii. Zapamiętał zwłaszcza dźwięki lasu deszczowego
i cykady brzmiące jak z syntezatora. - W środku nocy wydawało mi się, że ktoś tnie drzewo piłą spalinową, a to ptak tak śpiewał. Inne brzmiały jak sprzęt elektroniczny - opowiada. Kiedy na stacji benzynowej

w Boliwii usłyszał wróble, znów się zachwycił. - To było niesamowite, od razu poczułem się jak w domu, nawet nie wiemy, jak bardzo pewne dźwięki są z nami - mówi. Gdy był za granicą, brakowało mu ciszy. Potrafi ją znaleźć tylko w Polsce. Z wyjątkiem lata. - Jest piękny dzień, śpiewają ptaki, a tu koszą trawę za oknem i tak cały dzień, ludzie nie dbają
o higienę dźwięku - stwierdza.

 

Sebastian ze swoimi nietypowymi płytami występuje na festiwalach muzyki eksperymentalnej na całym świecie. Na wszystkich towarzyszy mu Jan. Najwierniejszy współpracownik i też artysta. Ma twarz kolegi Sebastiana ze studiów. Ubrany jest w biały garnitur, nosi przeciwsłoneczne okulary i czarną perukę. Szkielet zrobiony jest drewna, reszta to silikon. To lalka o rozmiarach człowieka. - Kiedyś wymyśliłem, że stworzę zespół, który zrobi zawrotną karierę. Kiedy już byliby sławni na całym świecie, okazałoby się, że to manekiny. Pomysł był bardzo szalony - wspomina Buczek. Wtedy jeszcze nie wiedział o silikonach do odlewów twarzy. Użył gipsu. - Piotrek, mój kolega, który zgodził się użyczyć twarzy, trochę się nacierpiał. Gips spłynął za daleko, zaklinował się za szczęką, nie mogliśmy go ściągnąć, poza tym nie zabezpieczyliśmy dobrze rzęs - wylicza. Ostatecznie zrobił dwóch muzyków, pierwszego ukradziono na jednym z festiwali.

 

Zanim powstała AltanovaPress, Sebastian tłoczył płyty w Pogorzelcu, małej wsi niedaleko granicy białoruskiej i ukraińskiej. Stąd też nazwa jego płyty. "Pogorzelca" z muzyką na klarnet stworzył sam od początku do końca. To było zwieńczenie jego marzeń. Wytłoczył ją w polimerze o nazwie polikaprolakton. Płyta z tego materiału wygląda specyficznie: jest biała i ma nierówne krawędzie. Gdy wrzuci się ją do gorącej wody, staje się przezroczysta, lepi się ją jak plastelinę. Gdyby nie był artystą, zostałby inżynierem. W dzieciństwie budował samoloty, latawce, zaczytywał się w czasopiśmie "Młody Technik". Chciał skonstruować nigdy niepsujące się samochody, niezużywające paliw kopalnych. Na potrzeby wytwórni zrobił jednak ręczną nagrywarkę do winyli. Wszystkie elementy: suwnicę, wzmacniacz, głowicę wyciął z drewna.

 

Buczek wydaje przede wszystkim niekomercyjnych artystów konceptualnych. Jak choćby Zorkę Wollny, artystkę, która potraktowała opuszczoną fabrykę w Niemczech jak instrument muzyczny. W 22 egzemplarzach ukazał się też "Spacer po spiralnej grobli" Łukasza Jastrubczaka. Jest to dźwiękowy zapis podmuchów wiatru nagrany podczas spaceru artysty po słynnej pracy Roberta Smithsona w USA. Na pszczelim wosku w 100 egzemplarzach Sebastian nagrał też muzykę zespołu Boring Drug. To największy nakład, jaki udało się mu zrobić. Na więcej nie pozwala mu technika, jaką się posługuje. 

 

Płyty, które wydaje, kupują głównie kolekcjonerzy. Kosztują od kilkudziesięciu do kilkuset złotych.

- Dzięki płycie Boring Drug szerzej zacząłem patrzeć na świat pod względem muzyki. "Wabienie dziewic" dało mi rozpoznawalność w środowisku. Mam nadzieję, że tej trzeciej, najważniejszej płyty w moim życiu jeszcze nie nagrałem - mówi Buczek.

 

 

 

2016:

 

Dziennik Wschodni [21.08.2016]

Sebastian Buczek: Nie wstydzę się swoich trzasków

 

Jedna z pierwszych prób zapisu dźwięku na materialnym nośniku miała miejsce na początku XIX w. Polegała ona na rysowaniu poziomej linii na warstwie sadzy. Dźwięku z sadzy niestety nie dało się odtwarzać. Dopiero kilkadziesiąt lat później nastąpił przełom – dźwięk zapisano na woskowym cylindrze. Gdyby nie to, historia muzyki mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, a Sebastian Buczek być może nie nagrywałby trzeszczących płyt

– W świecie cyfrowych plików płyty, które robię, są coraz większym anachronizmem, ale czy nie jest to piękne? – mówi Sebastian Buczek, artysta i muzyk zajmujący się wytwarzaniem i nagrywaniem płyt w studiu Altanova.
 

Płyty analogowe w świecie mp3

Zawsze interesował się wynalazkami, eksperymentami i starą techniką. – Trzeba pamiętać, że jeszcze kilka lat temu, gdy nie było plików mp3, moje zajęcie nie było aż tak dziwne. Nagle czas zaczął płynąć coraz szybciej i okazało się, że to jest takie niecodzienne.

Buczek zwykle nie korzysta z popularnego winylu, który wymaga precyzyjnego pilnowania temperatury i niewiele trzeba, żeby pod wpływem ciepła tworzywo zamieniło się w kwas solny. Materiałem, którego używa najczęściej jest PET-G, czyli polietylen z glikolem. Z tym plastikiem stykamy się na co dzień, powstają z niego butelki i opakowania.

– Moim ulubionym materiałem jest PCL, czyli polikaprolakton. Ma znakomite właściwości, rozpuszcza się już przy podgrzaniu do 70 stopni, co jest bardzo wygodne w pracy. Jest odporny na niskie temperatury, bardzo łatwo się rozkłada w przyrodzie i jest przy tym supermocny.

 

 

Na sadzy i na wosku

Pierwsza próba zapisania dźwięku polegała na kreśleniu linii na warstwie sadzy, nie było wówczas możliwości, by tak nakreślony dźwięk odtworzyć. Pierwsze urządzenie, dzięki któremu można było zapisywać oraz odtwarzać dźwięk skonstruował 70 lat później Thomas Alva Edison. Fonograf Edisona został zmodyfikowany przez Alexandra Grahama Bella oraz Charlesa Sumnera Taintera poprzez pokrycie walca woskiem.

– Wówczas nie było jeszcze płyt, tylko cylinder, coś w kształcie świeczki, tylko że w miejscu knota znajdowała się ośka fonografu. Igła drgała i robiła rowki, zapisywała dźwięk. Podczas odtwarzania igła poruszała się tym samym szlakiem – tłumaczy Buczek, który o zapisie woskowym dowiedział się podczas studiów. – Studiowałem grafikę, ale zawsze interesowałem się muzyką. Kiedyś w komisie przy Narutowicza kupiłem stary klarnet, w tym samym miejscu kupiłem „Akustykę” Drobnera, gdzie były opisane procesy związane z tworzeniem płyt. To wszystko jakoś mnie wzruszyło.

 

Krzyczenie do tuby

Postanowił spróbować sam. Poszedł do szklarza i zamówił okrągłą szybę z dziurką w środku, w kuwecie fotograficznej rozpuścił wosk i zanurzył w nim szklane koło. Jak przyznaje, początki nie były łatwe, wosk ściekał i trzeba było obracać płytą, aby się równomiernie rozprowadził.

– Następnie wziąłem bardzo stary gramofon na korbkę i położyłem płytę. Krzyczałem przez tubę i ta duża, stara igła zaczęła drżeć, przytknąłem ją do wosku i chwilę nagrywałem, jeden, dwa obroty. Następnie położyłem płytę na gramofonie unitry, włączyłem i okazało się, że na płycie jest nagranie tego krzyku, oczywiście zniekształcone, ale mniej więcej podobne – opowiada. – To nawet nie był mój pomysł, 100 lat temu robił to Berliner (Emil Berliner – wynalazca gramofonu – przyp. red.).

Swoje woskowe płyty pokazał na zajęciach na ASP w Katowicach. Studenci mieli za zadanie przygotować pracę pt. „Przed i po”. Większość przygotowała zdjęcia, rysunki bądź grafiki. – Ja powiedziałem, że nagram płytę, będzie „przed – nie ma płyty i po – jest płyta”, dostałem pozwolenie. Wziąłem swoje szklane kółka, nagrałem płytę i przyniosłem na zaliczenie kilka egzemplarzy. Okazało się, że grają, był szok, ludzie się zgromadzili, bo jak to możliwe, że muzyka leci z wosku.

 

Jak pocztówki

Mniej więcej od 2011 r. artysta poświęca się głównie wytwarzaniu płyt. Stroni od nowoczesnej technologii. Głównym narzędziem w jego pracowni Altanova, „sercem przedsięwzięcia” jak sam mówi, jest wycinarka do pocztówek dźwiękowych wyprodukowana w latach 60. ubiegłego wieku. – Wtedy taka maszynka miała wartość domu jednorodzinnego. W każdym większym mieście było studio nagrywania pocztówek dźwiękowych, nastawiało się zagraniczną stację radiową i nagrywało przeboje, np. Beatlesów.
Nakłady płyt z pracowni Altanova nie przekraczają zwykle 60 sztuk. Tym właśnie różni się wycinanie od wytłaczania płyt – dopiero, gdy się tłoczy, można pozwolić sobie na większe nakłady.

 

Trzaski i szumy

Zamiłowanie do szumów, trzasków i „starości” słychać w „Wabieniu Dziewic”, pierwszej płycie Buczka. Tutaj szumy wydają się niemal tak samo ważne, jak dźwięki instrumentu. Inaczej jest w przypadku płyty „Runo” Mikołaja Trzaski i Jacka Mazurkiewicza. Charakterystyczne, chropowate trzeszczenie jest w tym przypadku dodatkiem do akustycznych instrumentów.

– Trzaski i lekkie szumy są nieuniknione, choć to również zależy od koncepcji. Dla Zorki Wollny ta niska jakość i efekt zanikania dźwięku były ważne. Płyta została wycięta w miękkim PCL i czasem się zacinała, nie poprawiałem tego, to tak miało być. W przypadku Trzaski i Mazurkiewicza robiliśmy kilka prób, dopracowywaliśmy basy i wyszedł nam taki brzmieniowy cukiereczek – mówi.

Nagrywanie płyt trwa zwykle tyle, ile trwa utwór plus techniczne czynności: założenie płyty, ustawienie igły, podłączenie sprzętu. – Najprostsza metoda nagrywania wygląda tak, że z komputera wychodzi dźwięk, następnie trafia do wzmacniacza, a stamtąd idzie do głowicy. Igła wycina rowek, jeśli igła jest nieruchoma, nagrywa się cisza.

Sebastian Buczek na swoim koncie ma wiele ciekawych wydawnictw. Wyróżnia się na tym polu płyta „Spacer po spiralnej grobli” Łukasza Jastrubczaka. Jest to właściwie dźwiękowy zapis spaceru, który autor odbył po „Spiralnej grobli” – rzeźbie usypanej z błota, kryształów soli, ziemi i skał na wybrzeżu Wielkiego Jeziora Słonego w USA.

 

Jan i Edi – muzycy z drewna

Od czasu studiów właściciel Altanovej eksperymentował z muzyką. Podczas festiwalu „Muzyka w krajobrazie” grał na klarnecie połączonym z balonikiem. – Dzięki temu pojawiał się oddech permanentny, nie musiałem łapać powietrza i mieć takich nadętych policzków.

Jednym z ciekawszych jego pomysłów było stworzenie swoistego zespołu robotów. Założenie było takie, żeby publiczność myślała, że słucha prawdziwych muzyków. Na koncert w Kolonii w 2001 r. stworzył dwóch takich muzyków. Edi i Jan mieli drewniane szkielety i twarze zrobione z silikonu (za bazę posłużył gipsowy odlew twarzy kolegi ze studiów Buczka).

– Jeden grał na bębnach, na stopie basowej. Działało to dzięki silniczkowi od wycieraczki, który został zamontowany w tejże stopie, drugi miał coś w rodzaju katarynki, można powiedzieć, że to instrumenty nimi poruszały – wyjaśnia.

Twórca robotów sterował nimi za pomocą kabli podłączonych do akumulatora samochodowego. Muzyka, jak przyznaje autor przedsięwzięcia, nie była dobra, ale publiczność rzeczywiście się nie połapała. Myślano, że to koncert niezbyt utalentowanych muzyków.

 

Okładki też ręcznie

Edi został skradziony i z Sebastianem Buczkiem został tylko Jan. Robot jest nieustannie modyfikowany, obecnie porusza głową i świeci oczami, łatwo więc rozpoznać, że nie jest człowiekiem.

– Występ w Kolonii był trochę niefortunny, gdyby publiczność wiedziała, że to nie są ludzie, być może Jan i Edi staliby się bardziej znani. Ostatni raz koncertowaliśmy razem w Jeleniej Górze na Festiwalu Muzyki Teatralnej w październiku. Reakcja publiczności była świetna.

Obecnie Jan podróżuje z Szaloną Galerią, objazdową wystawą współczesnej sztuki. 9 sierpnia mobilne centrum kultury pojawiło się w Józefowie na Roztoczu.

Również okładki do swoich płyt Sebastian Buczek wykonuje sam. Korzysta z zabytkowej drukarni w Domu Słów. Trzeszczące płyty z wytwórni Altanova to nie jest tani produkt, średnio płyta kosztuje ok. 100 euro.

– Ręcznie tworzone rzeczy mają swoją wartość. Płyty lo-fi podobają się artystom z powodu oryginalności, tutaj coś, co zwykle uznaje się za wadę, jest bardzo istotnym elementem. Nie wstydzę się swoich trzasków.

 

 

 

 

2015:

 

Polityka [29.09.2015] Jakub Bożek

 

 

Artystyczna tłocznia winyli

Szum nowej płyty

Szał na winyle sprawił, że do nielicznych tłoczni ustawiają się kolejki. A w Polsce tłoczni nie ma... No, może jedna: na Lubelszczyźnie, ale właściciel jest artystą, a nie przedsiębiorcą.

 

Droga do Pogorzelca, miniaturowej wsi położonej na północny wschód od Lublina, wiedzie przez krajobrazy tak płaskie, że na moment można zapomnieć o istnieniu trzeciego wymiaru. Ten początek Podlasia wydaje się niemal doskonale wyludniony, bocianie gniazda na słupach elektrycznych widzimy chyba częściej niż domy. Kanały melioracyjne, w tym najdłuższy w Polsce Wieprz–Krzna, też już dawno opanowała natura, zarosły trawą i mułem. Miejscowa legenda mówi, że wieś swą nazwę zawdzięcza nieudanym zalotom Napoleona. Ponoć gdy ten wracał z kampanii rosyjskiej, zatrzymał się tam ze swoją armią, a w trakcie postoju zakochał się w miejscowej dziewczynie. W końcu, odrzucony, w złości spalił całą osadę. Trudno powiedzieć, ile w tym prawdy, ale Pogorzelec naprawdę wygląda, jak gdyby budowano go na zgliszczach. Zabudowa jest rzadka: kilka chałup, nieduże pole kukurydzy, obora przystosowana do chowu zamkniętego i sklep spożywczy, w którym sprzedaje się piwo i cukierki. Obok tego sklepu stoi jeszcze jeden domek z obórką. W środku mieści się coś nietypowego: jedyna w Polsce tłocznia płyt gramofonowych.

 

Wosk jak droga szutrowa

– Zawsze chciałem coś produkować. W dzieciństwie analizowałem budowę resoraków, frapowała mnie ich plastikowa forma – mówi Sebastian Buczek, artysta, konstruktor i właściciel pogorzeleckiej manufaktury płyt AltanovaPress. Jako chłopak zaczytywał się numerami „Młodego Technika”, samodzielnie budował latawce skrzynkowe, sterowane radiowo modele samolotów z silnikiem spalinowym. Mimo inżynierskiej smykałki wybrał studia artystyczne na katowickiej ASP. A może dzięki niej? – Fascynowała mnie możliwość łączenia nauki ze sztuką i techniką. Interesowałem się wynalazkami Leonarda da Vinci, architekturą renesansową opartą na studiach formy ludzkiej albo proporcjach dostrzeganych w naturze. Ale na akademii zorientowałem się, że to nie czasy na takie myślenie.

Na szczęście w wąskich korytarzach uczelni dość szybko spotkał pokrewną duszę, młodego asystenta w pracowni projektowania graficznego. – Od razu zwrócił moją uwagę, bo w dosyć zaawansowanym październiku chodził w sandałach. Wyglądał jak karaibska inkarnacja Chrystusa, w okularach i z kręconymi włosami – wspomina Wojciech Kucharczyk, prowadzący jedną z ważniejszych polskich wytwórni niezależnych Mik. Musik. To częściowo dzięki niemu w Buczku zrodziła się pasja dla analogowych technik rejestracji dźwięku. W kupionym w antykwariacie podręczniku „Instrumentoznawstwo i akustyka” znalazł informacje o wczesnych metodach zapisu płyt winylowych wymyślonych przez Emila Berlinera, który zastąpił wcześniej stosowane cylindry szklanymi płytami pokrywanymi woskiem. A że dziadek Sebastiana był pszczelarzem i miał stos woskowych krążków wysoki na metr, nie pozostawało nic innego, niż przyjąć wyzwanie i odtworzyć proces. – Najpierw zwyczajnie krzyczałem do tuby starego gramofonu na korbkę. Widziałem, jak na wosku odbija się dźwięk, to było niesamowicie namacalne.

Tę archaiczną technikę dość szybko zastąpiło coś nowocześniejszego: podłączona do elektromagnesu diamentowa igła, przenosząca na tworzywo drgania głośniczka odtwarzającego nagrane na kasetę klarnetowe improwizacje Sebastiana. Z kilkoma wyciętymi w ten sposób woskowymi i szelakowymi płytami poszedł na zaliczenie. – Podczas publicznego odsłuchu w pracowni, bodajże z gramofonu adam, po prostu spadłem ze stołka. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie słyszałem tak nieprawdopodobnej reprodukcji dźwięku – ekscytuje się Kucharczyk.

 

Odsłuch płyt z Altanovej to rzeczywiście wyjątkowe przeżycie. Dźwięki są bardzo organiczne, choć zarazem wszystko brzmi brudno, jak gdyby w rowki płyty wpadło nieco ziemi. Jeśli po zwyczajnej płycie winylowej igła sunie jak po autostradzie, to krążki Buczka przypominają drogi szutrowe. Igła zbiera mnóstwo szumu, trzasków, czasem ryje własne ścieżki w tworzywie o nazwie PCL, obecnie ulubionym materiale Sebastiana, w wyniku czego tworzą się niespodziewane pętle. Wosk pszczeli jest szczególnie podatny na takie interwencje, o czym przekonuję się, gdy Sebastian kładzie na gramofon płytę wykonaną na potrzeby targów sztuki Liste odbywających się w Bazylei. Żółty, błyszczący krążek intensywnie pachnie, brudzi ręce słodkim aromatem i tłuszczem. Praktycznie nie da się go odtworzyć od początku do końca, ciągle się zacina, a nagrana na nim muzyka jazzowa tworzy niespodziewane konfiguracje z trzaskami i szumem. Trudno powiedzieć, co tu jest „właściwym” nagraniem, co brudem, co złudzeniem łatwowiernego mózgu, przyzwyczajonego do znajdowania wzorców wśród chaosu.

 

Mercedes wśród maszyn

Równie niesamowity jest sposób produkcji tych płyt, wyjątkowy na skalę nie tylko polską, ale też chyba światową. Wprawdzie samo chałupnicze wytwarzanie krążków winylowych nie jest aż taką rzadkością – w Polsce na przykład zajmuje się tym wrocławski Beevinyl – ale technika lathe cut (nazwa pochodzi od obróbki na tokarce), którą zazwyczaj posługują się podobne zakłady, to jeszcze nic w porównaniu z tym, co robi Buczek. Dla niego koniec procesu lathe cut – czyli ręcznego wycięcia płyty za pomocą maszyny przypominającej tę do pocztówek dźwiękowych – to często dopiero początek.

Tu zaczyna się od przygotowania matrycy, czyli ręcznie nagranej – bardzo podobnie jak w przypadku krążków lathe cut – płyty matki. Buczek robi to na maszynie przypominającej połączenie normalnego gramofonu i kilkudziesięcioletniej radiostacji, kupionej od wydawcy Wojcka Czerna. Placek tworzywa z wyciętymi weń rowkami lustrzy się potem cieniutką warstwą srebra, grubą zaledwie na kilka mikronów. Kolejny etap to galwanotechnika, czyli pokrywanie płyty kolejną warstwą metalu za pomocą elektrolizy. Takie matryce – trzeba bowiem przygotować po jednej na każdą stronę – to wzorzec dla kolejnych płyt. Wkłada się ją w specjalne formy, w których wyryto sieć kanałów, przez które naprzemiennie przepływają gorąca para i chłodna woda. Prasa zrobiona z wtryskarki stempluje na gorąco stopione w cylindrze tworzywo. Potem trzeba to wszystko schłodzić, bo jeśli otworzyć prasę na gorąco, płyta będzie miękka jak ciasto. Tłoczenie jednej płyty zajmuje około trzech minut, to tempo przemysłowe. Ale jakie inne miałoby być, skoro Pogorzelec jest właśnie – choć może i niewielką – uprzemysłowioną tłocznią? – Wkroczyłem w obszar technologii, a przecież jako artysta powinienem wziąć płótno i malować albo rzeźbić w kamieniu, a nie zajmować się stawianiem fabryk – żartuje Buczek.

 

Siedziba AltanovaPress ma szczególny artystyczny urok. Nawet drobiazgi ujmują, na przykład okiennicę dachową otwiera się za pomocą plastikowej ręki na sznurku przewieszonym przez żerdź. Podobnie z parkiem maszynowym. O kupionej po cenie złomu wtryskarce z fabryki zamków błyskawicznych w Skierniewicach Buczek mówi: – Mercedes wśród maszyn przemysłowych. To dzięki takiemu sprzętowi powojenna gospodarka Niemiec wróciła do życia. Kocioł parowy grzejący formy stał wcześniej w maglu, a dodatkowa spirala służąca do podniesienia temperatury pary do 130 stopni służyła do… pędzenia bimbru.

Naturalnie nie obyło się bez kilku ustępstw. Sebastian zamiast w winylu tłoczy w PCL, bardziej miękkim tworzywie o właściwościach podobnych do wosku pszczelego. Ponieważ nie ma cylindra do roztapiania granulatu (to dodatkowy koszt), PCL podgrzewa na kuchence, w zwyczajnym garnku żeliwnym. W wyniku problemów z galwanotechniką niklowe matryce, jakich używa się w profesjonalnych tłoczniach, musiał zastąpić miedzianymi, dużo łatwiej się zużywającymi.

 

Przyczyny tych koncesji są w dużej mierze ekonomiczne. Koszt postawienia nowej tłoczni od zera to jakieś kilkaset tysięcy złotych. Cena samej tylko profesjonalnej maszyny do wycinania płyt matek to w końcu kilkadziesiąt tysięcy dolarów. W dodatku nikt już ich nie produkuje, więc tyle płaci się za sprzęt używany. Podobnie jest z prasami do płyt winylowych, należy składać specjalne zamówienia na formy albo szukać używanych na rynku wtórnym. Dlatego też właściwie wszystkie „nowe”, otwierane dziś tłocznie są w gruncie rzeczy stare. Inwestorzy odtwarzają procesy produkcyjne i park maszynowy sprzed kilkudziesięciu lat.

Buczek starał się wprawdzie o znalezienie dofinansowania na rozwinięcie tłoczni, na przykład przez lubelski Inkubator Przedsiębiorczości, ale jak dotąd bez powodzenia. A kredytu z banku wolałby uniknąć. Po pierwsze – ze względu na ryzyko. Po drugie – nie do końca uśmiecha mu się działalność usługowa, bo chciałby bić płyty własnej wytwórni. Nie chce porzucić bycia artystą dla bycia przedsiębiorcą.

 

Płyta w czekoladzie

Te ambicje w zeszłym roku zaowocowały indywidualną wystawą w warszawskiej galerii Dawida Radziszewskiego. Późny debiut, bo w wieku 39 lat, ale też nie jest tak, że Buczek to artysta w pełni anonimowy. Przeciwnie, zapraszano go na ważne wystawy: „Poszliśmy do Croatan” w toruńskim CSW czy „Miraż” Łukasza Jastrubczaka w krakowskim Bunkrze Sztuki. To tam zresztą poznał Radziszewskiego i środowisko artystów jego galerii. Szybko zaczęli współpracować, Buczek wytłoczył płytę zespołu Boring Drug, w którym grali między innymi Jastrubczak i Tomasz Kowalski. Niewiele później wystąpili jako trio ŁST podczas Warszawskiej Jesieni.

– Zawsze był obok świata sztuki, choć przecież ten sam świat sztuki jakoś się nim interesował. Mam wrażenie, że wcześniej jednak nie myślał o określeniu się jako artysta sztuk wizualnych – opowiada Radziszewski. Teraz chyba jest temu bliższy. Niedawno wrócił z pierwszych dużych targów sztuki Liste, na których pojawił się jako wystawiający artysta. Udało mu się sprzedać przygotowaną specjalnie na targi rzeźbę – oddychającą dębową figurę o spiralnym spojrzeniu, wykonanym za pomocą ulubionego narzędzia – precyzyjnej frezarki.

To z pewnością duży sukces Buczka, ale też dopiero pierwsze kroki w zachodnim świecie sztuki. – Obaj chcielibyśmy, żeby jego kariera nabrała tempa. To jest kwestia systematycznej i intensywnej pracy – twierdzi Radziszewski. A Buczek nie chce, żeby Pogorzelec i Altanova poszły w odstawkę. Chce z nich zrobić część świata sztuki. I w pewnym stopniu już to osiągnął, współpracując z artystami wizualnymi, którzy zapędzają się w rejony sztuki dźwięku. „Composition for Factory” Resonance Assembly to dla przykładu dokumentacja pracy szczecińskiej artystki Zorki Wollny. Na wydanej w zaledwie 22 egzemplarzach płycie znalazły się fragmenty jej kompozycji na opuszczoną fabrykę słodu w Berlinie. – Ten budynek stoi pusty od lat, maszyny niszczeją, nie ma szans na remont. Wydało mi się więc, że idealnie byłoby udokumentować tę akcję na płycie również ulegającej erozji – tłumaczy Wollny. Wytłoczone w PCL przemysłowe hałasy są nieprzyjemnie przesterowane, chropowate.

 

Taki sam nakład ma płyta „Spacer po Spiralnej Grobli” Łukasza Jastrubczaka, dźwiękowy zapis podmuchów wiatru, nagrany podczas spaceru artysty po najsłynniejszej pracy Roberta Smithsona. – Uderzyło mnie, że to, co słyszę w słuchawkach podłączonych do rejestratora, brzmi jak płyta Sebastiana – śmieje się Jastrubczak. – Nagrałem więc spacer od środka i do środka, naturalną koleją rzeczy było wydanie tego w AltanovaPress. Przezroczysta płyta imituje trasę artysty, bo na jednej ze stron rowki są nacięte od środka do zewnątrz. Efekt? Igła położona na środku płyty odkręca się do zewnątrz. Sebastian wykorzystuje też swoje płyty podczas stanowczo zbyt rzadkich performance’ów. Podczas jednego z nich wyciął płyty z… czekolady doprawionej gałką muszkatołową. Po występie podzielił ją pomiędzy publiczność.

AltanovaPress nie jest i chyba nigdy nie będzie spełnieniem marzeń o pierwszej polskiej tłoczni winylowej z prawdziwego zdarzenia. To coś dużo bardziej niezwykłego.

 

 

2017

2016

2015

2014

2012